Zobacz 10 odpowiedzi na pytanie: Iść spać, czy nie iść? Pytania . Wszystkie pytania; Sondy&Ankiety; Kategorie . Szkoła - zapytaj eksperta (1897)
Kawa w migrenie – pić, czy nie pić – oto jest pytanie. Aż 80% ludzi na świecie, włączając w to osoby z migreną, codziennie spożywa kawę. Większosć z nich nie wyobraża sobie rozpoczęcia dnia bez filiżanki tego aromatycznego napoju. Migrenowy ból głowy jest najczęstszym schorzeniem, z którym spotykam się w trakcie swojej
Biura maklerskie. Być czy nie być maklerem? Oto dzisiaj jest pytanie. Kiedyś maklerzy cieszyli się szacunkiem i uznaniem, a i pracę znajdowali bez problemu. Rynek jednak się mocno zmienił, i to niekoniecznie na lepsze. Chętnych, by zdobyć licencję maklerską, wciąż jednak nie brakuje. Publikacja: 18.03.2023 15:37.
Ekspertka dodaje jednak, że sporadyczne spożycie tego sztucznie produkowanego słodzika nie jest szkodliwe. Planując zmianę nawyków żywieniowych, należy odpowiednio zbilansować dietę. Trzeba pamiętać, że cukry to węglowodany, a te w odpowiedniej ilości są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu, tak jak tłuszcze i
Z drugiej strony pojawiają się głosy, że nie ma na kogo głosować. Nie o taką Polskę walczyli nasi dziadkowie – to zdanie pojawia się wśród Polaków coraz częściej. Prawdą jest to, że polskie prawo nie obliguje nas do wzięcia udziału w wyborach. To nasz przywilej, z którego możemy skorzystać, bądź też nie.
Vay Nhanh Fast Money. ... Początkujący Szacuny 9 Napisanych postów 1050 Na forum 14 lat Przeczytanych tematów 25630 A więc tak. Od wtorku zaczynam chodzić na siłkę. Na początku będę jechał ATC. Mam zamiar go trenować we wtorki\czwartki i soboty. Jednakże w ten piątek wieczorem\sobotę rano jadę na wieś. I tu pojawia się moje pytanie : czy w tym tygodniu iść na trening we wtorek\czwartek i piątek, czy piątek sobie odpuścić ? Dodam że na początku mojej przygody z siłką, będę robił 2 odwody, więc w piątek powinienem być w pełni gotowości Za wszelkie porady bardzo dziękuje ! Ekspert SFD Pochwały Postów 686 Wiek 32 Na forum 11 Płeć Mężczyzna Przeczytanych tematów 13120 Wyjątkowo przepyszny zestaw! Zgarnij 3X NUTLOVE 500 w MEGA niskiej cenie! KUP TERAZ ... Początkujący Szacuny 17 Napisanych postów 528 Na forum 15 lat Przeczytanych tematów 10185 Jak opuścisz trening to sie nic nie stanie i tak kilka razy w tygodniu robisz te same obwody ... Początkujący Szacuny 9 Napisanych postów 1050 Na forum 14 lat Przeczytanych tematów 25630 aha ok a jak pójdę na ten piątkowy trening to też się nic nie stanie ? :)tzn. czy nie będzie jakiegoś przetrenowania czy czegoś takiego ? ... Początkujący Szacuny 17 Napisanych postów 528 Na forum 15 lat Przeczytanych tematów 10185 Przy act wątpię ale to wszystko zależy od treningu z tego co piszesz masz tylko 2 obwody to śmiało możesz iść ... Początkujący Szacuny 9 Napisanych postów 1050 Na forum 14 lat Przeczytanych tematów 25630
{"type":"film","id":6021,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Hamlet-2000-6021/tv","text":"W TV"}]} powrót do forum filmu Hamlet 2001-06-03 18:34:41 ocenił(a) ten film na: 1 "Są na niebie i ziemi rzeczy, o których nie śniło się filozofom".Jedną z takich rzeczy są kiepskie film Michaela Almereyda zaprzecza stwierdzeniu, że Szekspir jestzawsze aktualny. Ta, bodajże 30 (!), ekranizacja najsłynniejszego dramatu wdziejach literatury, jest jednym z najgorszych filmów jakie w tym rokuwidziałam. Jest to film kiepski, nie tylko w porównaniu do wybitnych ekranizacji"Hamleta" Kennetha Branagha czy Laurenca Oliviera, ale także jakosamodzielna produkcja twórcy "Twistera", współscenarzysty i reżysera wjednej osobie. Pan Almereyda - najwyrażniej zachęcony sukcesem, jakiodniosły filmy "Romeo i Julia" czy "10 things I hate about you" - myślał iżprzeniesienie akcji dramatu z mrocznej średniowiecznej twierdzy dostrzelistych drapaczy chmur zapewni powodzenie jego projektu. Cóż, bardzosię przeliczył. Film jest nudny, nieciekawy i słabo zagrany. A co najgorszejest niespójny i miejscami bełkotliwy. Nawet jeśli uwierzymy iż nowojorska high-society mówi archaicznąangielszczyzną, to nadal zwracanie się do siostry per "my lady" brzmidziwnie i wymuszenie. W "Hamlecie" 2000 jest wiele innych zgrzytów - Horaciopalący papierosa, duch Hamleta-ojca, któremu syn musi otworzyć drzwi (duchyjak wiadomo potrafią przeniekać ściany ;)), książe Danii (którą w filmiejest ogromna korporacja) wypowiadający swój słynny monolog w wypożyczalnikaset video czy - żenująca wręcz - scena śmierci Ofelii, tonącej w fontannieo głebokości 40 centymetrów....Muzyka, użyta do budowania napięcia, nie wystarczyła do tego, by stworzyćfilm dynamiczny i obsada pozostawia wiele do życzenia. Ethan Hawke jako książe Danii,wypadł bardzo blado, może dlatego że scenarzysta zdaje się pomijać fakt, iżHamlet tylko udaje szalonego, by dokonać zemsty za śmierć ojca. Podobniemdła jest Ofelia Julii Stiles - znanej z wcześniejszych "szekspirowskich"ról: złośnicy Kathy i kochanki Otella, Desdemony - widać tylko skutki jejszaleństwa, przyczyny zostały dobrze przez pana Almereyda zagrali Billy Murey - który mimo ciągłych skojarzeń z "DniemŚwistaka" - stworzył interesującą kreację ojca, nie majacego wpływu na losswych dzieci i znany z "Krzyk"ów Liev Schreiber jako Laertes, który takkocha i szanuje swoją siostrę -Ofelię - że w 3 tysiącleciu zwraca się doniej "moja pani" i jest gotów umrzeć by ją "Hamlet" nie interpretuje dramatu Szekspira w nowy, świeży sposób,czego możnaby się spodziewać. Mam wątpliwości czy robi to w się okazuje ktoś musi tworzyć kicze, by acydzieła tworzyć mógł ktoś..... Ola brawo!W Twoim komentarzu jest zawarte wszystko o tym filmie. Nic dodac nic ujac. Gratuluje. Ola ocenił(a) ten film na: 1 Miu_Miu re: brawo!ojej dzięki, to naprawdę miłe :). Heheheh tą reckę pisałam też na maturze z ang i okazało się, że dzięki niej zdałam na przyzwoitą ocenę ;P. Ola gratulujeGratuluje. Moze w takim razie przeczytam ja jeszcze raz dikladniej przed egzaminami na sie nie dziwie, ze ocena byla przyzwoita. ;-)Pozdrawiam
Zastanawiacie się, czy warto składać „papiery” na studia? Wpisujecie w wyszukiwarkę „studia czemu iść”, „iść czy nie iść na studia”? Nie podejmiemy decyzji za Was, ale możemy przedstawić parę „za” i „przeciw”. Trzymamy kciuki, abyście dzięki lekturze naszego artykułu podjęli/podjęły świadomą decyzję! Czym jest uniwersytet? Rodzaje szkół wyższych To pytanie wcale nie jest banalne, ponieważ rodzaj szkoły determinuje kierunki nauczania i charakter tejże nauki. W Polsce wyróżniamy uczelnie akademickie oraz zawodowe. Pierwsze z nich prowadzą naukę na poziomie I, II i III stopnia (kształcą więc licencjatów, inżynierów, magistrów i doktorów). Drugie zaś uwzględniają potrzeby otoczenia społeczno-gospodarczego – a nie naukowego – i prowadzą studia I i II stopnia. Wyróżniamy więc: uniwersytety, uczelnie techniczne (w tym politechniki) uczelnie: rolnicze, ekonomiczne, pedagogiczne, medyczne, morskie, artystyczne, teologiczne akademie wychowania fizycznego uczelnie resortu obrony narodowej oraz resortu spraw wewnętrznych i administracji (EACEA 2021) Wybór konkretnej szkoły wyższej warunkuje charakter nauki. Jeżeli lubicie zgłębiać wiedzę teoretyczną, wybierzcie uniwersytet, jeżeli zaś jesteście nastawieni na zdobycie zawodu, zorientujcie się w ofercie Państwowych Szkół Zawodowych, uczelni technicznych i innych tzn. uczelni rodzajowych. „Zadaniem studiów wyższych nie jest przygotowanie do zawodu, od tego są szkoły zawodowe” – mówi Magdalena Zawisławska z Uniwersytetu Warszawskiego („Perspektywy” 2021). Często można spotkać się z zarzutami, że kierunki uniwersyteckie kształcą „bezrobotnych” oraz nie uczą „niczego konkretnego”. Z tym pierwszym zarzutem zaraz się rozprawimy. A co do drugiego… tradycja pozyskiwania wiedzy w uniwersytetach kształtowana jest od XII w. i od początku nastawiona była na swobodną wymianę myśli z zakresu humanistyki i nauk przyrodniczych. Szkoda byłoby zaprzepaścić na przykład dokonania filozoficzne z ostatnich (ponad) dwóch tysięcy lat, bo „nie dają pracy”, prawda? 🙂 Nie zmienia to faktu, że charakter uniwersytetów się zmienia. Przede wszystkim, przeobraziły się z instytucji o charakterze elitarnym w kierunku instytucji masowej. Tworzą się nowe dyscypliny uniwersyteckie, często ze względu na potrzeby rynku. Studenci szybciej chcą zdobywać wiedzę, a potem odpowiednią pracę. Obecni rektorzy i ich zespoły muszą brać wszystkie te czynniki pod uwagę (Hejwosz 2008). Garść faktów Popularne stwierdzenie, że w Polsce jest zdecydowanie za dużo absolwentów szkół wyższych, ponieważ nie znajdują oni zatrudnienia, okazuje się być fałszywe. Wskaźnik zatrudnienia osób z wyższym wykształceniem jest znacznie wyższy niż dla pozostałych grup z wykształceniem podstawowym, średnim czy zawodowym (Szreder 2018). Oficjalny poziom bezrobocia dla osób z wyższym wykształceniem w ostatnim kwartale 2021 r. wynosił jedynie 1,4% (GUS 2021). Naturalnie, nie wszystkie osoby pozbawione pracy rejestrują się w urzędach – ale nawet z korektą danych z Głównego Urzędu Statystycznego, liczba niepracujących osób po studiach jest wciąż niewielka. Badania pokazują, że poziom wykształcenia oraz doświadczenie w pracy są ze sobą sprzężone. Młodzi ludzie do 26 r. ż. mogą częściej liczyć na prace asystenckie, dorywcze lub specjalistyczne niż na stanowiska wyższego szczebla (Jankowski, Mańka 2020), ponieważ nie zdążyli zdobyć odpowiednio bogatego doświadczenia. Nie można więc oczekiwać, że od razu po studiach dostaniemy ofertę pracy na stanowisku eksperckim. Osoba bez wykształcenia wyższego na ogół również nie osiągnie poziomu eksperckiego przez pięć lat pracy z uwagi na brak wiedzy teoretycznej. Słowem: niezależnie od tego, czy jesteśmy magistrami czy nie, potrzeba lat, aby zdobyć doświadczenie i wiedzę. Nie ma żadnej drogi na skróty! Kim jestem, co lubię, co chcę robić w życiu? Zanim przejdziemy do tabelki z „za” i „przeciw”, wypiszemy jeszcze pytania, na które warto sobie postawić, (nie) chcąc iść na studia. Co lubię robić? – Zdajemy sobie sprawę, że wiele osób wybiera studia (i potencjalny zawód) ze względu na trendy ekonomiczne i perspektywę szybkiego zatrudnienia. Warto pomyśleć przy okazji, czy jest to jakkolwiek związane z zainteresowaniami, charakterem. Czy lubicie czytać i rozmyślać nad trudnymi zagadnieniami, czy wolicie pracować nad projektami, macie „kreatywną głowę”? A może bardziej pociągają Cię liczby, komputery, zagadnienia techniczne? W czym jestem dobra/dobry? – Przypomnijcie sobie sytuacje, w których dostaliście pochwały, dobre oceny. Liczą się nie tyle konkretne przedmioty czy partie materiału, ale kompetencje liderskie, działania indywidualne, inicjatywa, działanie kreatywne itd. Te tzn. umiejętności miękkie mogą podpowiedzieć, jaka przyszłość – zawód, kierunek studiów – będzie dla Was odpowiednia. Co zrobię, jeżeli plan A nie wypali? – Rekrutacje na studia lub o pracę to właściwie konkurs, którego efekt możemy mniej lub bardziej przewidzieć. Warto mieć w zapasie plan B i C. Jak szukać kierunku studiów? Sprawdźcie rankingi szkół i kierunków, aby zorientować się, które są najlepsze w Waszym regionie lub w całej Polsce. A o czym właściwie mówią rankingi, pisaliśmy w artykule „Rankingi uczelni – co musisz o nich wiedzieć?”. Przejrzyj ofertę jakiejś szkoły wyższej – może być ta najbliżej Waszego miejsca zamieszkania. Wpierw wybierzcie wydział najbliższy Waszym marzeniom i planom, następnie zapoznaj się z instytutami i katedrami. Zapoznajcie się z programami studiów danego kierunku. To dokument, w której opisuje się generalny cykl kształcenia oraz profil absolwenta. Wymienione tam będą umiejętności, jakie zdobywa absolwent po zakończeniu określonego stopnia studiów. Poszukajcie planów zajęć. Zorientujecie się, z jaką liczbą zajęć będziecie musieli się mierzyć. Ocenicie, czy zdołacie pójść do pracy, aby dorobić, czy jednak – zwłaszcza na pierwszych semestrach – nie będzie to możliwe. Przeczytajcie sylabusy. Sylabus to informator zawierający program nauki danego przedmiotu, informacje o zaliczeniu, listę lektur itp. Dzięki niemu dowiecie się, jak będą wyglądały zajęcia. Studia – za Dzięki studiom będziecie wiedzieć więcej. Niezależnie od wybranego kierunku, poszerzycie swoje horyzonty, zdobędziecie nowe umiejętności. Będziecie tworzyć, dyskutować, pisać i myśleć. Liczyć, konstruować, projektować. Dzięki wykładowcom czy dostępowi do laboratoriów macie możliwość zdobycia wiedzy, której nie bylibyście w stanie zdobyć samemu. Przez trzy czy pięć lat studiów możecie eksplorować poszczególne dziedziny wiedzy i w ten sposób zadecydować, jak chcecie, aby rozwinęły się Wasze drogi zawodowe. Możecie aplikować o stypendia, w tym zagraniczne. Dzięki temu zdobędziecie finansowanie na swoje badania (np. do pracy magisterskiej) albo wyjedziecie na studia do innego kraju. To doskonała okazja do zgłębiania wiedzy i poznania innej kraju i/lub kultury. Studia to czas zdobywania samodzielności i odpowiedzialności za swoje działania. Studia to głównie czas indywidualnej nauki, podczas której ważne jest zorganizowanie i planowanie. Dla wielu osób wyjeżdżających ze swojego miejsca urodzenia lata studiów to mieszkanie w akademiku lub wynajmowanym pokoju/mieszkaniu, co też uczy samodzielności. Znajomości zawarte podczas studiów można nazwać networkingiem. Co prawda po zakończeniu licencjatu czy magisterki drogi studentów się rozchodzą, ale może okazać się, że spotkasz kogoś ze swojego kierunku w miejscu pracy. Ktoś inny poleci lub odradzi pracę w danym miejscu. W niektórych firmach funkcjonują systemy poleceń, dzięki którym i polecający, i kandydat zyskują gratyfikacje. Warto więc pamiętać i o tym czynniku. Czas studiów to nie tylko nauka. To nawiązywanie znajomości i przyjaźni, szukanie nowych doświadczeń, doświadczanie przygód. Wiele osób przyznaje, że to najlepszy czas w życiu. Studia – przeciw Swoje zainteresowania lokujecie poza ramami akademickimi i nie czujecie, aby wyższe wykształcenie pomogłoby Wam realizować plany. To zupełnie w porządku. Studia nie są jedyną możliwością zdobywania wiedzy, ponieważ dokształcać można się np. przez kursy zawodowe. Podjęcie pracy od razu po skończeniu szkoły średniej, branżowej/ zawodowej czy technikum to możliwość szybkiego budowania swojej drogi zawodowej. Zwłaszcza, gdy jesteście osobami zdecydowanymi, które mają określoną wizję swojej przyszłości. Część (większość?) zagadnień poruszanych podczas studiów to wiedza teoretyczna, której być może nigdy nie wykorzystacie. To tak samo jak z liczeniem przekroju graniastosłupa z liceum. Szybsze pójście do pracy to możliwość szybszego usamodzielnienia się pod względem finansowym. Studia to też egzaminy, prezentacje, zaliczenia – sporo stresu, jednym słowem. I ostatnie: na studia można też pójść po kilku latach pracy, z dużą motywacją i konkretnymi planami na rozwój. Mamy nadzieję, że choć trochę jest Wam łatwiej podjąć decyzję. Niezależnie od tego, co wybierzecie, szczerze życzymy Ci powodzenia i wytrwałości! Jest kilka sposobów, by nas wesprzeć A czy wiecie, że możecie wesprzeć naszą Fundację i działanie portalu Moje Stypendium? Jest na to kilka sposobów i niekoniecznie mamy na myśli wsparcie finansowe. Jeśli podoba się Wam i doceniacie to co robimy, zajrzyjcie do artykułu. Fundacja Dobra Sieć nie ponosi odpowiedzialności za decyzje podjęte przez użytkowników serwisu na podstawie informacji opublikowanych na stronach Rozpowszechnianie całości lub fragmentów tekstów zamieszczanych w serwisie w innych mediach lub w innych serwisach internetowych bez podania źródła wymaga zgody serwisu
Jeśli od jakiegoś czasu przygotowujesz się do matury po latach, a właśnie masz mały albo większy kryzys, to dedykuję Ci wpis opiekunki maturzysty po latach w Edu & You – Magdy Fojcik-Adamek. Do matury zostało już mniej niż sto dni. Być może pogrążyłeś się w czarnych myślach, chodzi Ci po głowie rezygnacja z podejścia do matury albo stawienie się tylko na wybrane egzaminy. Na tego typu wątpliwości jest tylko jedna odpowiedź: trzeba iść na wszystkie egzaminy! Jeden z kursantów zadał mi w ostatnich dniach pytanie, czy poszczególne egzaminy zależą w jakiś sposób od siebie? Żeby wszystkich Was zmotywować do pójścia na maturę, przypomnę więc, że: każdy egzamin traktowany jest osobno, zatem poszczególne egzaminy nie zależą od siebie, np. wynik egzaminu pisemnego z języka polskiego nie ma żadnego wpływu na maturę ustną z tego przedmiotu. Można zdać egzamin ustny, a nie zdać egzaminu pisemnego; żeby matura była zdana, wystarczy uzyskać minimum 30% z wszystkich obowiązkowych egzaminów. A w przypadku nowej matury, stawić się jeszcze na egzaminie z dodatkowego przedmiotu na poziomie rozszerzonym (można tylko wejść na salę, zakodować arkusz i oddać go całkowicie pusty). Jeśli komuś noga powinie się na jednym egzaminie, w sierpniu będzie mógł spróbować jeszcze raz w czasie sesji poprawkowej. Jeśli komuś noga powinie się na dwóch, nie zda matury w 2016 roku, ale – i to jest niezwykle ważne “ale”, które każdy z Was powinien sobie zakodować 😉 wyniki wszystkich zaliczonych w tym roku egzaminów będą ważne przez 5 lat, czyli w 2017 roku wystarczy podejść już tylko do tych egzaminów, których się nie zdało. Co więcej, podchodząc w tym roku do matury, na kolejnych 5 lat zapewnicie sobie możliwość zdawania na zasadach, na których podchodzicie do matury w 2016 roku, a biorąc pod uwagę niezdecydowanie CKE i zmiany, które zapowiada nowa władza, taka możliwość i pewność są bezcenne. Jeśli więc czujecie, że z jakimś przedmiotem macie problem, szczególnie się go obawiacie, nie rezygnujcie z całej matury! Zapytacie teraz być może: “jak mam iść na maturę, skoro nie wiem wszystkiego i nie opanowałem/opanowałam całości materiału?” Odpowiadam więc: NIE MUSICIE WIEDZIEĆ I UMIEĆ WSZYSTKIEGO! To jest zwyczajnie niemożliwe, nie tylko w przypadku dorosłych maturzystów, ale również w przypadku młodzieży, która przecież do matury przygotowuje się już w gimnazjum. Przytoczę przykład mojej matury. Zdawałam jeszcze w czasach przed testami, matura z historii miała formę wypracowania pisanego na jeden z trzech tematów. Dodam, że historii nie znosiłam się uczyć, bo zdecydowanie nie mam głowy do dat. Mądra historyczka poradziła mi, że zawsze na maturze jest coś ze średniowiecza. Wykułam więc średniowiecze na blachę, miałam jako takie pojęcie o historii do XVII wieku, a potem już tylko czarna dziura. I zdałam maturę na piątkę. Zatem iść czy nie iść na maturę? Odpowiedź jest tylko jedna 🙂 Z życzeniami udanej matury po latach Magdalena Fojcik-Adamek Opiekunka ucznia w Edu & You
Tylko odpowiedz na nie jest bardzo prosta i zależy od bardzo istotnej rzeczy. Od kasy, rzecz jasna. Niestety. Jeżeli ma nie być na przysłowiowe mleko to nie ma co się zadręczać, pracować trzeba a nawet należy. Owszem to ból jest wielki- zostawić maluszka w rękach.... właśnie w czyich? Bo jeżeli Babci to jeszcze pół biedy, ale obcej kobiety tak zwanej niani , no to już nie takie proste, bo to przecież obca i niechby i najlepsza to i tak będzie obca i w dodatku nie mamy pewności jaka jest naprawdę. Ale ja nie o nianiach chciałam... Tylko o mamach. Ten wpis : jest wylewaniem żalu i ja to rozumiem, chciałabym tylko poznac odpowiedz czy Mama która pisała te słowa rzeczywiście musi iść do pracy? Poznałam wiele Mam , były wśród niech takie które nie musiały wracać do pracy ale chciały , znam tez takie które z pracy zrezygnowały i choć żyje im się skromniej to sa szczęśliwe razem ze swoimi dziećmi. Komu to oceniać? Nie mnie. Nie wiem co zrobiłabym gdybym MUSIAŁA iść do pracy. Zapewne bym poszła i strasznie bym cierpiała wiedząc , że cierpi tez moje dziecko. Znałam Mamę M. która pracować nie musiała , wiedziała o tym , mówiła to jej rodzina, zapewniał mąż, żyli na bogato i parę set złotych w tą czy w tamtą nie robiło dla nich znaczenia. Wiedziała o tym i owa mama,ale codziennie rano wychodziła do roboty twierdząc , że bez niej firma po prostu splajtuje. To były bzdury. Cóż ,moim zdaniem był to w czystej postaci pracoholizm. Podczas poważnej rozmowy ze swoim mężem i ze mną powiedziała nam, że nie liczy się ilość czasu spędzanego z dzieckiem tylko jakość i nie dała się przekonać do pozostania w domu. Ta mama twierdziła, że jej niespełna wtedy półroczny syn kocha ją prawdziwie i nie jest mu bez niej żle bo przeciez cały dzień jest radosny i świetnie spędza czas z nianią i babcią. cieszyła się, że babcia cały czas miała na oku nianię a niania była zaangażowana w pracę i fakt dziecko było radosne . I tu właśnie leży problem. I to nie tylko moim zdaniem, ale zdaniem nauki. A to mądra nauka. Mówi ona o tym, że maleństwo kilkumiesięczne nie jest w stanie nas kochać, bo cóż to dla niego znaczy... takie maleństwo potrzebuje Mamy bo Mamę zna najlepiej, zna jej głos, zna jej oddech, można powiedzieć , że bardziej WYCZUWA NIŻ ZNA. I ta Mama powinna być ze swoim dzieckiem jak najdłużej , przy nim i z nim, I wcale nie liczy się jakość bardziej od ilości, tu istotne są obie rzeczy. Małe dziecko potrzebuje Mamy i to bardzo, przez pierwsze lata swojego życia jest ona dla niego jak powietrze - niezastąpiona a fakt, że czasami ją ktoś zastępuje to tylko wygodne usprawiedliwienie. Prawda jest jedna - nikt nie zastąpi Mamy to znaczy nie zaopiekuje się dzieckiem tak dobrze jak ona. Podkreślam, że zdaję sobie sprawę z przymusu pracy i rozumiem mamy które muszą iśc do pracy, muszą być mocne, to twardzielki. Są dzielne bo muszą takie być. A te które nie muszą iść do pracy rozczulają się i płaczą bo nie są w stanie sobie wyobrazić rozłąki. Proszę sobie nie wyobrażać. Irytują mnie Mamy które mówią : nie zostawiłabym swojego dziecka za nic w świecie. Dobrze, ale jeżeli dziecko ma mieć co zjeść i w co się ubrać nie mówiąc już o zabawkach to słowa "za nic w świecie" brzmią inaczej . One zmieniają znaczenie" Za nic w świecie nie pozwolę żeby moje dziecko chodziło głodne i bose i dlatego pójdę do pracy" Tylko ja widzę to tak: apetyt rośnie w miarę jedzenia i należy zastanowić się czy nie rośnie za bardzo i czy za dużo nie jemy. Ot taka moja filozofia. Bo może nie potrzebujemy aż tak wiele jak nam się przyzwyczaiło mieć? Może należy przewartościować priorytety i zastanowić się czy cel uświęca środki? Mój synek rozpoczął piąty miesiąc swojego życia, Mieszkamy w moim rodzinnym domu z moimi Rodzicami i bratem. Ciasno nam nie jest bo dom duży. Mnie jest niewygodnie...mentalnie. Nie zarabiam, Nie pracuję. Zarabia mój partner i pomagają nam Rodzice. To wielka pomoc. Przyjmuje ją z radością i pokorą. Ale nie traktuję jej jak jałmużny , przecież mogłabym pójśc do pracy. Coś z pewnością bym znalazła. Ale nie zostawię mojego synka, jeszcze nie. Ja to po prostu wiem, czuję a raczej wyczuwam, że zrobiłabym mu tym wielką krzywdę. Zraniłabym Go . I ta rana zaczęłaby kiedyś się otwierać, trudno powiedzieć kiedy , może dopiero wtedy kiedy mój syn będzie dorosły a może dużo wcześniej. Gdybym poszła do pracy ,byłoby mnie stać na wiele więcej niż teraz, może moje dziecko miałoby lepsze zabawki, lepsze ubrania, może miałoby to i tamto i jeszcze owamto ale nie przekonuje mnie to bo teraz ma MAMĘ I TO JEST NAJLEPSZE CO MOŻE MIEĆ MALUSZEK. No i kwestia najważniejsza- nie MUSZĘ iść do pracy.
iść czy nie iść oto jest pytanie